Prawdziwą sensacją stała się wiadomość o mianowaniu Walerija Załużnego na stanowisko ambasadora w Wielkiej Brytanii. Ale sprowokowało to również wiele rozmów i plotek. Taka nominacja personalna jest zbyt nadzwyczajna i nie wpisuje się w zwykłą praktykę dyplomatyczną. Nasuwają się podobieństwa z honorowym wygnaniem. A atmosfera tajemnicy, w jakiej zapadła taka decyzja prezydenta, skłania do głębokich przemyśleń.
Ukraińska dyplomacja pod rządami prezydenta Zełenskiego jest skrajnie niezrównoważonym i chaotycznym systemem. Z jednej strony rola MSZ i jego szefa Dmytro Kułeby jest znacznie ograniczona. A wszystko dlatego, że funkcję polityki zagranicznej i negocjacji z wiodącymi partnerami i sojusznikami przejęła Kancelaria Prezydenta. Dlatego ukraiński minister spraw zagranicznych jest coraz bardziej zmuszony ograniczać się do funkcji „generała weselnego”. Z drugiej strony polityka personalna Ministerstwa Spraw Zagranicznych uległa dziwnym przeobrażeniom. Placówki dyplomatyczne stały się miejscem, w którym od czasu do czasu powoływany jest nie fachowiec, ale już wypracowany materiał. Przypomnijmy sobie byłego szefa Ministerstwa Obrony Andrija Tarana czy prokurator generalną Irynę Wenediktową. Teraz wydaje się, że pułk dyplomatów bez doświadczenia dyplomatycznego uzupełni były Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Wałerij Załużnyj.
Pomimo strategicznie ważnego dla Ukrainy statusu Wielkiej Brytanii, nasza ambasada w Londynie od dłuższego czasu funkcjonuje bez ambasadora. Latem po szczycie NATO w Wilnie jej ówczesny szef Wadym Prystajko pozwolił sobie na krytykę prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Ambasadorowi nie spodobało się, że głowa państwa uciekła się do nieco niegrzecznych komentarzy skierowanych do brytyjskiego sekretarza obrony Bena Wallace’a na temat metod wdzięczności za pomoc udzieloną Ukrainie. Ambasador nazwał słowa prezydenta „niezdrowym sarkazmem”. Zełenski usłyszał wypowiedź ambasadora. I zdecydowano, że kariera dyplomatyczna Wadyma Prystajki dobiegła końca. Nie spieszyli się jednak z jego wymianą.
Początkowo były minister obrony Ołeksij Reznikow był zabiegany o stanowisko ambasadora w Wielkiej Brytanii. W lutym pojawiły się pogłoski, że do Mglistego Albionu może udać się sam minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba. Ale 7 marca Zełenski powiedział w swoim wieczornym przemówieniu, że wysyła Walerija Załużnego do Londynu.
„Generał Walerij Załużny powiedział mi o tym kierunku dla siebie – dyplomatycznego. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy wysłało prośbę o agrément. Nasz sojusz z Wielką Brytanią powinien być tylko wzmacniany” – krótko uzasadnił swoją decyzję prezydent.
Za taką decyzją opowiedział się również minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba. Co jednak jest dość oczekiwane, biorąc pod uwagę obecny monopion władzy w Ukrainie. Podobno były głównodowodzący ma wykształcenie w zakresie stosunków międzynarodowych. No, może poza tym, że angielski powinien być trochę zaostrzony.
„Prezydent od bardzo dawna szuka w Londynie najsilniejszego możliwego kandydata na to stanowisko. Jednym z kluczowych wymogów było zrozumienie kontekstu wojskowego, ponieważ Wielka Brytania jest nie tylko naszym specjalnym partnerem strategicznym” – powiedział szef MSZ.
Według Kułeby, nominacja Załużnego do Londynu jest bardzo zaszczytną misją. I to właśnie ze stolicy Wielkiej Brytanii można nawiązać kontakty z krajami Globalnego Południa. „Jestem przekonany, że Walerij Załużny będzie jedną z najbardziej szanowanych postaci i przyniesie wiele korzyści nie tylko dla stosunków dwustronnych z Wielką Brytanią, ale także dla zakulisowej dyplomacji z krajami Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej” – powiedział Dmytro Kułeba na antenie telethonu 7 marca.
Werbalnie wszystko wygląda zbyt idealnie, aby mogło być absolutnie prawdziwe. Problem nie polega tylko na tym, że Załużny jest zawodowym wojskowym, który nie ma doświadczenia w dyplomacji. Mianowanie osoby bez odpowiednich umiejętności do kluczowego kraju na świecie w środku wojny jest decyzją wątpliwą z punktu widzenia racjonalności. Choć Zełenski powiedział, że Załużny zgodził się na taką ofertę i sam poprosił o służbę dyplomatyczną, to na dzień 8 marca nie było żadnych oficjalnych oświadczeń w tej sprawie ze strony byłego głównodowodzącego. Co więcej, w samym środku sagi związanej ze zdymisjonowaniem Załużnego pojawiły się już informacje, że generałowi zaproponowano stanowisko ambasadora. A potem odmówił. Co się zmieniło przez półtora miesiąca?
Jest jeszcze jeden aspekt decyzji dyplomatycznej Zełenskiego. I nie jest zbyt szczery. Ma raczej osobliwą zazdrosną konotację polityczną. Nie jest tajemnicą, że socjologowie od kilku miesięcy uwzględniają nazwisko Załużnego w swoich sondażach, aby zrozumieć preferencje polityczne Ukraińców. I w tych sondażach były głównodowodzący pewnie wyprzedzał obecnego prezydenta. Co więcej, widoczna była wyraźna tendencja do obniżania notowań Zełenskiego na tle utrzymania zaufania do Załużnego. Ostatnie badania wykazały, że Zełenski przegrałby wybory na Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych Ukrainy bez opcji, gdyby zgodził się wziąć w nich udział.
Nie jest tajemnicą, że wielu widziało Załużnego jako realną alternatywę dla Zełenskiego. Nie ma w tym nic dziwnegoNagromadziło się wiele pytań do władz. A społeczeństwo nie może żyć w stałej rzeczywistości bez alternatyw. Załużny był legendarną postacią, która jednoczyła Ukraińców z różnych regionów. Gdyby zdecydował się na politykę, prawdopodobnie miałby duże szanse na walkę o władzę. Problem w tym, że sam generał w żaden sposób nie wspomniał o udziale w polityce. Teraz ten udział jest tym bardziej wątpliwy.
Można oczywiście argumentować, że praca dyplomatyczna otworzy Załużnemu drogę do wielkiej polityki. Generał zdobędzie doświadczenie, nawiąże ścisłą komunikację ze światowymi przywódcami i będzie regularnie pojawiał się w czołowych mediach. A ze stanowiska ambasadora w Wielkiej Brytanii po pewnym czasie wróci w Ukrainę, by triumfalnie wziąć udział w kampanii wyborczej. Otóż ta wersja teoretycznie też ma prawo do życia. Ale czy nie jest to zbyt trudne zadanie dla wojskowego, aby stać się zarówno mądrym i skutecznym dyplomatą, jak i politykiem?
Decyzja Zełenskiego jest słuszna, jeśli spojrzeć na nią z punktu widzenia walki o władzę. W rzeczywistości eliminuje potencjalnego konkurenta w wyborach i wysyła go do stolicy obcego kraju. Z całym szacunkiem dla zasług Załużnego, nie jest on geniuszem, by jednocześnie angażować się w skomplikowaną pracę dyplomatyczną i budować własną władzę polityczną w Ukrainie. w Ukrainie nie da się zrobić kariery politycznej zdalnie. Dlatego Kancelaria Prezydenta może na chwilę odetchnąć z ulgą. Pozbył się groźnego przeciwnika politycznego. A na politycznym horyzoncie nie ma postaci, które mogłyby z nim konkurować. Ale z punktu widzenia korzyści płynących z takiej decyzji dla Ukrainy pytanie pozostaje otwarte. Wydaje się, że doświadczenie Załużnego mogłoby się przydać gdzie indziej.
Ale warto zastanowić się nad inną kwestią. Czy wypowiedź Zełenskiego o mianowaniu Załużnego na ambasadora mogła paść bez jej zgody z samym Załużnym? Wątpliwe. Jeśli Załużny świadomie zgodził się na takie stanowisko, to jest to jego wybór. Ale taka nominacja poważnie niszczy mit o potencjale politycznym generała.
Czy Ukraińcy nie spieszyli się, by stworzyć sobie nowego idola i zaocznie posadzić go na fotelu prezydenta? Czyż nie obdarzyły go jakimiś niezwykłymi cechami? Bardzo niewielu zawodowych wojskowych może być odnoszącymi sukcesy politykami. Ale rozczarowanie władzami nie zniknęło. Wręcz przeciwnie, istnieje tendencja do zwiększania niezadowolenia ze skuteczności jego pracy. Zełenski może teraz myśleć, że stracił groźnego konkurenta. Ale los wciąż może przynieść władzom nieoczekiwane niespodzianki.






