Pod koniec trudnego i wyczerpującego lutego Ukraina otrzymała dobre wieści z Francji. Prezydent Emmanuel Macron publicznie przyznał, że w przyszłości w Ukrainę zostaną wysłane wojska zachodnie. Zapowiedź ta wywołała w Moskwie wybuch wściekłości. I stała się promykiem nadziei dla wielu Ukraińców, którzy w ostatnim czasie doznali wielu rozczarowań z powodu braku zdecydowania zachodnich sojuszników. Wydaje się jednak, że jest jeszcze za wcześnie na nadmierny entuzjazm.
Na początku wszystko szło dobrze dla Ukrainy. Determinację Macrona potwierdziły źródła we francuskich mediach. 1 marca popularna francuska gazeta „Le Monde” napisała, że Francja rzeczywiście rozważa wysłanie w Ukrainę sił specjalnych, które mogłyby bronić niektórych terytoriów i ograniczać rosyjskie uderzenia. Takie posunięcie mogłoby stworzyć „strategiczny dylemat” dla Rosji. A obecność francuskiego wojska może pomóc w ochronie niektórych obszarów Ukrainy przed rosyjskimi atakami.
Gdyby plan Macrona mógł zostać zrealizowany, mógłby naprawdę zadziałać. Putin jest aż nazbyt przyzwyczajony do myśli, że dzisiejszy Zachód nie jest w stanie odgrywać roli numer jeden. Dlatego kremlowski dyktator woli podnosić stawkę. Nieoczekiwane, niestandardowe i zdecydowane kroki państw NATO mogą stworzyć duże problemy dla Federacji Rosyjskiej. Ale brak odwagi politycznej i awanturnictwo zachodnich elit politycznych ratuje Moskwę i daje nadzieję, że możliwe jest osiągnięcie jej celów.
Na tle przedłużającego się kryzysu politycznego i braku przywództwa USA we wspieraniu Ukrainy jesteśmy świadkami częściowej aktywizacji Europy. Niejasne perspektywy polityki zagranicznej dotyczące prawdopodobnej przyszłości prezydenta USA Donalda Trumpa, w połączeniu z bliskością geograficzną Rosji, skłaniają europejskich przywódców do podejmowania poważniejszych decyzji.
Nie wiemy dokładnie, co skłoniło Emmanuela Macrona do wygłoszenia wypowiedzi o bezpośredniej pomocy wojskowej dla Ukrainy. Wcześniej francuski prezydent nie słynął z ostrej retoryki wobec Rosji i przywiązywał dużą wagę do komunikacji telefonicznej z Putinem. Długo Macron zdawał sobie sprawę z daremności rozmów z rosyjskim dyktatorem.
Świadomość, że Rosja stanowi strategiczne zagrożenie, przyszła do francuskiego przywódcy stopniowo. Niewykluczone, że francuski prezydent zradykalizował się pod wpływem wyparcia swojego państwa z szeregu krajów afrykańskich, dokonanego z pomocą Rosjan. Jest prawdopodobne, że Macron dostrzegł szansę na podniesienie Francji do rangi ważnego gracza geopolitycznego, wysyłając wojska w Ukrainę. Na tle nadmiernej ostrożności Olafa Scholza i zapaści menedżerskiej administracji Joe Bidena francuski przywódca ma dobrą okazję, by przejąć inicjatywę w zachodniej polityce zagranicznej. A może Macron naprawdę postrzega Rosję jako realne zagrożenie dla Europy i jest wstrząśnięty rosyjską agresją w Ukrainę. Nie ma na to dokładnych odpowiedzi. Najważniejsze, że transformacja poglądów francuskiego przywódcy odbywa się we właściwym i koniecznym dla nas kierunku.
Jednak nie wszystko jest takie proste. Jak pokazały dalsze wydarzenia, nadmierny optymizm co do wojowniczej retoryki Macrona nie był do końca uzasadniony. 4 marca prezydent Francji Emmanuel Macron skomentował swoją wypowiedź o możliwości rozmieszczenia zachodnich wojsk w Ukrainie. Tym razem jego ton był nieco rozczarowujący. Właściciel Pałacu Elizejskiego powiedział, że na razie rozmieszczenie francuskiego kontyngentu w Ukrainie nie jest planowane.
„Nie oznacza to, że rozważamy wysłanie francuskich wojsk w Ukrainę w najbliższej przyszłości, ale oznacza to, że rozpoczynamy dyskusję i myślimy o wszystkim, co można zrobić, aby wesprzeć Ukrainę, zwłaszcza na terytorium Ukrainy” – powiedział Macron w rozmowie z przedstawicielami mediów.
Jednocześnie prezydent Francji zwrócił uwagę na kilka obszarów, w których możliwa jest większa pomoc dla Ukrainy: cyberobrona, wspólna produkcja sprzętu wojskowego w Ukrainie, bezpieczeństwo państw bezpośrednio zagrożonych rosyjską ofensywą w Ukrainie, w tym Mołdawii, zdolność do wsparcia Ukrainy na granicy z Białorusią oraz operacje rozminowywania. Ale Macron nie byłby Macronem, gdyby nie dodał do swoich słów niekonfrontacyjnej retoryki. „Ponadto zawsze jasno określałem nasze ramy: nie jesteśmy w stanie wojny z narodem rosyjskim i odmawiamy wejścia w logikę eskalacji” – powiedział francuski prezydent.
Złagodzenie stanowiska Macrona z pewnością nie ma nic wspólnego z tworzeniem „strategicznego dylematu” dla Rosji. Wręcz przeciwnie, jest to sygnał, że francuski przywódca nie jest gotowy na niestandardowe kroki, które mogą być zbyt bolesne dla Kremla. Czy Emmanuel Macron mógł zająć bardziej zdecydowane stanowisko? Teoretycznie tak. Musimy jednak wziąć pod uwagę realia geopolityczne początku XXI wieku. Francja jest z pewnością silnym graczem na arenie międzynarodowej. Ale jego geopolityczna wielkość jest po części przeszłością. A potencjał militarny, choć w relatywnie lepszej sytuacji niż w większości państw europejskich, wciąż nie jest na tyle potężny, by samodzielnie konkurować z Federacją Rosyjską.
Powodem częściowego odejścia Macrona od dotychczasowej twardej retoryki była chłodna reakcja przywódców politycznych państw sojuszniczych. Inicjatywa Macrona wysłania wojsk w Ukrainę nie wzbudziła większego entuzjazmu na Zachodzie. Najwięksi gracze, tacy jak Niemcy, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone, pośpiesznie się od niego odcięli. Polski premier Donald Tusk powiedział, że nie widzi polskich wojsk w Ukrainie. Czeski premier Petr Fiala zapewnił również, że Praga nie rozważa takiej opcji. A szef szwedzkiego rządu Ulf Kristerrsson zaznaczył, że na Zachodzie nie ma zgody w kwestii wysłania wojsk NATO w Ukrainę i jest to „w tej chwili całkowicie nieistotne”. Jedynie Litwa, Łotwa i Estonia dały jasno do zrozumienia w języku dyplomatycznym, że są one generalnie adekwatne do inicjatywy Macrona wysłania wojsk w Ukrainę. Niestety, wpływ tych krajów na politykę światową nie jest tak poważny, jak byśmy sobie tego życzyli.
Dlaczego oficjalne pojawienie się wojsk zachodnich aliantów jest ważne dla Ukrainy? Jeśli francuskie wojsko pojawi się w Ukrainie, prawdopodobnie nie wpłynie to zbytnio na sytuację na froncie. Niewątpliwie jednak da to Ukraińcom pewność, że nie zostaną rzuceni w ramiona Moskwy. Obecność zagranicznego personelu wojskowego może tworzyć tzw. strefy bezpieczeństwa na terenie państwa. Być może zachodnie jednostki wojskowe mogłyby objąć ochroną infrastrukturę krytyczną, kompleksy wojskowo-przemysłowe lub nasze lotniska. Być może częściowo przejmą one funkcję pilnowania granicy z Białorusią. Główny efekt takiego kroku jest nie tyle militarny, co geopolityczny.
Stałe obecność wojsk NATO w Ukrainie to niezwykle jasny sygnał dla rosyjskiego agresora. I przejęcie strategicznej inicjatywy w konfrontacji z autorytarnymi reżimami. To sygnał, że Ukraina jest integralną częścią Zachodu, a nie strefą buforową między Rosją a Europą. A Rosja będzie musiała stawić czoła potędze militarnej NATO, jeśli będzie kontynuować swoje wojny napastnicze. Szkoda, że nawet dość umiarkowany Macron, ze swoją racjonalną propozycją, okazał się zbyt radykalny dla większości zachodnich przywódców.






