Marian Berezecki. 45 lat. Znak wywoławczy Bell – bo ma piękny głos i uwielbia śpiewać. Pochodzi ze wsi Railów w obwodzie lwowskim. Przed Rewolucją Godności był prywatnym przedsiębiorcą. Kocha piłkę nożną, prezes Riley FC. Z zamiłowaniem interesuje się historią walki wyzwoleńczej Ukraińców. Zajmuje się badaniem działalności UPA i oddziału SS „Galicja”. W życiu cywilnym zajmował się rekonstrukcjami życia codziennego, walkami UPA i poszukiwaniem kryjówek. Zbiera pieśni powstańcze i dane o bojownikach o niepodległość Ukrainy od lat 20. do 50. Od 2014 r. uczestniczy w odpieraniu rosyjskiej agresji. Jego gorące punkty to Wuhlehirsk, Debalcewe w 2014 roku; Popasna w 2017 r.; Irpień, Virnopillia koło Iziumu – w 2022 roku. Do czerwca 2022 r. był na linii frontu, a potem jego obowiązkiem było m.in. identyfikowanie towarzyszy i powiadamianie ich bliskich o ich stracie.
Tekst przygotowała specjalnie dla nas platforma pamięci Memoriał, która opowiada historie cywilów zabitych przez Rosję i poległych ukraińskich żołnierzy. Wszystkie opowiadania z cyklu „Ludzie, którzy pracują ze śmiercią” można przeczytać w osobnym specjalny projekt Miejsca Pamięci. Aby zgłosić dane o stratach Ukrainy, wypełnij następujące formularze: dla Zabici żołnierze i Ofiary cywilne.
W telefonie Dzwina znajduje się wiele zdjęć okaleczonych ciał poległych. Przegląda galerię zdjęć, nie okazując emocji. – To od odłamków. — Ten spadł twarzą w dół na minę. „Spłonął w transporterze opancerzonym”. Od czerwca 2022 roku Marian zidentyfikował około 60 poległych towarzyszy. Większość z tych ludzi znałem osobiście, bo walczyli ramię w ramię.
Często pierwszą reakcją jest krzyk
Po Rewolucji Godności, kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, wstąpiłem w szeregi batalionu ochotniczego im. Bohatera Ukrainy, generała dywizji Serhija Kulczyckiego. W latach 2017-2018 był starszym mechanikiem kompanii czołgów 10 Oddzielnej Brygady Szturmowo-Szturmowej. W czerwcu 2022 r. został zastępcą dowódcy ds. wsparcia moralnego i psychologicznego 49. oddzielnego batalionu strzeleckiego „Sicz Karpacka”.
Dzwon śpiewa z przodu, obwód ługański
Zajmuję się szkoleniem bojowym i psychologicznym w batalionie; Badam, oceniam i przewiduję stan moralny i psychologiczny żołnierzy; Organizuję pomoc psychologiczną i w razie potrzeby rehabilitację; Do moich obowiązków należy również identyfikacja poległych towarzyszy i powiadamianie bliskich o śmierci.
Jak to działa? Gdy żołnierz umiera, nasza służba medyczna ewakuuje go z pola walki. Jesteśmy teraz w obwodzie donieckim, więc zmarły jest zabierany do kostnicy w Słowiańsku. O śmierci poinformowali mnie nasi lekarze, wskazując, kto to może być. Potem idę do kostnicy, żeby zidentyfikować ciało mojego towarzysza. Zabieram ze sobą kopię jego paszportu.
W kostnicy otwierają przede mną chłodnię. Stamtąd usuwana jest paczka z ciałem. Otwierasz, oglądasz, robisz zdjęcie… Jeśli nie można go zidentyfikować z powodu poważnych okaleczeń, szukam specjalnych znaków na ciele. Tutaj czasami zdajesz sobie sprawę: jeśli nie masz żadnych blizn, nie masz tatuażu, to znaczy, jeśli wszystko było w porządku, to później może być bardzo trudno cię zidentyfikować.
Zgłaszając żołnierza do służby, wskazuje zaufaną osobę – osobę, którą musimy o tym poinformować w przypadku śmierci. Ale zdarza się, że numer telefonu takiej osoby nie jest wskazany. Następnie szukam krewnych lub znajomych za pośrednictwem sieci społecznościowych. Staramy się jak najszybciej oficjalnie poinformować – z jednostki. Ponadto, zgodnie z prawem, zgłaszamy zmarłego do wojskowego biura rejestracji i poboru, z którego został powołany.
Ewakuacja z pola bitwy
Z psychologicznego punktu widzenia najtrudniejsze jest poinformowanie bliskich zmarłego o śmierci. Mówię na przykład: „Twój syn zginął bohatersko”. Często pierwszą reakcją w odpowiedzi jest po prostu krzyk. Zawsze pytam, czy obok osoby jest ktoś, aby mógł pomóc, jeśli coś się stanie. Wybieram słowa. Chociaż rozumiem, że znalezienie odpowiednich słów jest prawie niemożliwe. Często używam zwrotu: „Dla Boga nie ma umarłych”.
Większość moich krewnych nie chce uwierzyć w to, co mówię. Czasami bracia, siostry i inni krewni zaczynają dzwonić, a ja pytam ponownieNa przykład w przypadku
– Jesteś pewna, że to on?
Emocjonalnie trudny.
Czasami, po rozmowie z bliskimi, łzy płyną jak rzeka…
Chociaż brodaci mężczyźni nie płaczą, to podlewają, powiedzmy, brody. Moja broda jest więc w świetnej kondycji, ponieważ jest zawsze podlewana 🙂
Powiedziałem do upadłego: „Zegnij te nogi!”
Na wojnie nie można obejść się bez humoru, można po prostu zwariować. Pamiętam, jak kiedyś odebrałem ciało towarzysza z kostnicy i nie mogłem go zmieścić w samochodzie. Mam to w ten i w tamten sposób. A potem powiedziałem do niego: „Zegnij te nogi!”. Nawet tam, gdzie wydaje się, że nie jest to śmieszne.
Wojna i praca ze śmiercią w ogóle mnie zahartowała. Jako dziecko bardzo bałem się zmarłych. Po pogrzebie przez długi czas widziałem przed oczami obraz zmarłego. A teraz przychodzę do kostnicy, dziewczyny wołają: „Bell, pomóż mi oddać ciało!”. Różne ciała, z różnymi okaleczeniami, odciętymi częściami ciała, odciętymi głowami… I nic. Istnieje zrozumienie, że należy to zrobić. Stoisz i robisz to.
Najtrudniejszą rzeczą fizycznie jest smród w kostnicy. Jeśli nie jesteś do tego przyzwyczajony, uruchamia się odruch wymiotny. Chociaż, moim zdaniem, prawie nie da się do tego przyzwyczaić.
Widziałem już wiele okaleczonych ciał. Większość z nas ginie z powodu odłamków pocisków. Myślę, że śmierć nie jest taka straszna, rozumiem, że tylko nieliczni z nas przeżyją. Ale szczerze mówiąc, nie chcę być tak okaleczony, żeby przywieziono mnie w zamkniętej trumnie. Z jakiegoś powodu ma to dla mnie znaczenie. Nie chcę też, aby moje ciało leżało długo w kostnicy, zwłaszcza jeśli lodówki nie są podłączone do prądu. Bo widzę, co dzieje się z ciałem w tym przypadku…
W czasie wojny na ogół przestaliśmy bać się śmierci jako takiej. Rozumiemy, że w każdej chwili każdy z nas może umrzeć. Ale nikt nie chciałby, aby tak się stało, na przykład podczas pójścia do toalety. Tak, prawda nie zawsze jest wygodna i piękna…
Wielu żołnierzy chce być pochowanych pod „Komu Vnyz” i „KoraLLi”
W batalionie z wyprzedzeniem omawiamy z naszymi towarzyszami, jak powinien wyglądać pogrzeb. Jest to ważne, ponieważ krewni często później się o to kłócą. I tak wiemy dokładnie, jak i gdzie dokładnie żołnierz chciał być pochowany, przekazujemy jego testament jego bliskim. Niektórzy z nas, nawiasem mówiąc, mówili, że chcą być pochowani zgodnie z tradycją wikingów – tratwę z ciałem opuszcza się na wodę, następnie jeden z wojowników strzela do tratwy zapaloną strzałą, aby się zapaliła. Żołnierze wskazują też, jaka muzyka powinna być na ich pogrzebie. Wielu żołnierzy chce być pochowanych pod „Komu Vnyz” i „KoraLLi”.
Zawsze zagłębiam się w historię poległych. Jaki był, w jakich warunkach zginął. To jest dla mnie ważne. Nazywam upadłych Niebiańskimi Bohaterami. Wielu z nich znał osobiście, bo do czerwca 2022 r. był na pierwszej linii frontu.
„Czasami łzy płyną jak rzeka” – mówi Dzvin
Często myślę o tych, którzy byli mi najbliżsi, z którymi się przyjaźniłem. Pamiętam dowódcę naszego batalionu Ołeha Kucyna, bo z nim zacząłem tworzyć „Sicz Karpacką”. Nadałem mu pseudonim Kum na cześć Mychajła Kołodzińskiego, który też miał taki pseudonim – był działaczem Ukraińskiej Organizacji Wojskowej i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Był szefem Sztabu Generalnego Siczy Karpackiej, naczelnym dowódcą Sił Zbrojnych Siczy Karpackiej. Oleg Kutsyn, kiedy jeszcze żył, ciągle mi powtarzał: „Bell, zawsze musisz się uśmiechać”. A on i ja zawsze wybuchaliśmy śmiechem, kiedy się spotykaliśmy.
Często myślę też o zwiadowcy Odyseuszu. To Wadym Chliwczuk, pochodzący z obwodu odeskiego. Zginął w kierunku Iziumu. Był niezwykle odważnym i pokornym wojownikiem. Również Witalij Ławak, znak wywoławczy Tur, pochodził z Zakarpacia. Oddał życie w kierunku Lymanu. Był niesamowicie religijny, dużo się modlił. Szczery, dobroduszny i odważny…
Utrzymuję kontakt z rodzinami wszystkich moich przyjaciół. Mówię im, że po wojnie spotkamy się wszyscy razem, bo teraz jesteśmy jedną wielką rodziną.
W czasie wojny zdałem sobie sprawę, jak ważne jest, aby powiedzieć moim przyjaciołom wszystko, co chcesz powiedzieć
Pamiętam jeden z najtrudniejszych dni tej wojny. Było to w Virnopillii w kierunku Iziumu. Wygląda na to, że to nasz pierwszy atak czołgów. Nawet wtedy nie byliśmy ostrzeliwani przez te potwory. Trzech siedziało w dole po trafieniu pociskiem. Widzieliśmy, jak czołgi wroga ostrzeliwują domy, a one były porozrzucane jak karty. Jeden z moich bliskich towarzyszy miał tego dnia wyjechać na wakacje. Ostrzał był bardzo intensywny, martwiłem się o niego, myślałem: cholera, miał być stąd wywieziony rano, a on, nie daj Boże, umrze w dniu, w którym Tak długo czekałem… Potem przeżył. Ale zmarł niedawno…
Robię dużo zdjęć z moimi towarzyszami i staram się zawsze mówić im, jak bardzo ich szanuję i kocham. Bo może to ostatni raz, kiedy się widzimy? Boli mnie, gdy rozumiem, że jutro może umrzeć ten, z którym się dziś przyjaźnisz, żartujesz, dzielisz się najcenniejszymi rzeczami…
W czasie wojny nauczyłem się, jak ważne jest mówienie przyjaciołom wszystkiego, co chcesz im powiedzieć. Już dziś.
Chwal, powiedz im, jacy są fajni, jak bardzo ich szanujesz i doceniasz. Innej szansy może już nie być. Na wojnie żyjesz każdego dnia tak, jakby była twoim ostatnim. Tutaj jesteś o wiele bliżej Boga niż w życiu cywilnym.
Szacunek dla poległych Bohaterów ma dopełnić ich zmagań
Uważam, że aby uszanować poległych, powinniśmy jak najszybciej zapomnieć o takim sowieckim określeniu jak „ładunek 200”. Jest to brak szacunku dla zmarłego. W końcu ci ludzie, którzy oddają życie za swój kraj, nie są tylko jakimś ładunkiem. To są nasi Niebiańscy Bohaterowie. Są na zawsze w szeregach.
Pożegnanie poległych towarzyszy w Łozowej w obwodzie charkowskim
Nasz batalion ma tradycję żegnania zmarłych. Na przykład, kiedy żegnaliśmy Niebiańskich Bohaterów w Łozowej w obwodzie charkowskim, miejscowi z zainteresowaniem obserwowali tę akcję. Następnie pożegnaliśmy Romana Lewczenkę (znak wywoławczy Lyova) i Romana Sunaka (znak wywoławczy Załużnyj), towarzyszy, którzy zginęli w Święto Niepodległości w Wirnopillii. Zebraliśmy się na placu przed trumnami naszych towarzyszy. Pamiętali o nich i składali hołd na kolanach. Obiecaliśmy, że wykonamy ich święte dzieło. Ponieważ szacunek dla poległych Bohaterów oznacza dla nas dokończenie ich walki i pokonanie wroga.
Pamięć o Niebiańskich Bohaterach to także nazwy ulic na ich cześć. Są to opowieści o nich dla uczniów i studentów placówek oświatowych. Szacunek jest również wtedy, gdy przygotowałeś mięso na niedzielnego grilla i zostałeś poinformowany, że tego dnia odbędzie się pogrzeb Niebiańskiego Bohatera z Twojej okolicy i nie wahasz się odprowadzić go w jego ostatnią podróż. Szacunek dla poległych żołnierzy i pamięć o nich to nieustanna walka i praca w imię Ukrainy.
Ilustracje: Sashko Danylenko
Tekst powstał na podstawie rozmów z listopada 2022 r. i czerwca 2023 r






